Odejście jednego z członków rodziny zawsze dla dziecka jest stratą, jakimkolwiek rodzicem ten odchodzący rodzic by nie był. Dziecko ma prawo przeżywać tą stratę, a więc czuć złość, smutek, tęsknotę, miłość, żal, potrzebę posiadania tego rodzica itd. Bez względu na powód odejścia dziecko cierpi. W ostatnim czasie rozpadów związku jest bardzo dużo. Dziecko wychowywane przez jednego rodzica nie może identyfikować się z drugim, dlatego że rodzic, z którym dziecko mieszka najczęściej odmawia tej identyfikacji.

Rzadko pary rozstają się w zgodzie, w szacunku i wzajemnym wspieraniu

Rzadko pary rozstają się w zgodzie, w szacunku i wzajemnym wspieraniu się w wychowywaniu dzieci (i nie chodzi tu o kwestie alimentów, czy podziału obowiązków). Najczęściej partnerzy w związku z rozstaniem czują rozczarowanie, złość, rozgoryczenie, wściekłość, nienawiść, żal, poczucie bezradności i oszukania, zawód, utratę zaufania itd. Część tych uczuć albo jest indukowana dziecku albo nieświadomie dziecko je „czyta” w ukrytych przekazach. Za tymi uczuciami przychodzą różne myśli na temat byłego partnera, partnerki. A za tym wszystkim cała masa ulotnych nieświadomych rzeczy takich, jak:

  • wywracanie oczami, gdy poruszany jest temat ojca/matki
  • zabranianie mówienia o ojcu/matce (nawet, gdy nigdy nie padły komunikaty „zabraniam Ci o nim/niej mówić”
  • obwinianie byłego partnera/partnerki (np. „rozstaliśmy się, bo mama tak chciała”, „ojciec zawsze był taki okropny”)
  • niszczenie zdjęć, pamiątek po rodzicu, który odszedł, wycinanie go ze zdjęć
  • nieakceptowanie podobieństwa dziecka do byłego partnera/partnerki i obawa, że stanie się taki/a jak on/ona (np. „jesteś taki sam, jak on” przy czym wcześniej dziecko słyszy komunikat „ojciec jest nieudacznikiem”, „matka jest beznadziejna”).

I równocześnie z tym rodzic może przekazywać mnóstwo pozytywnych komunikatów względem dziecka, doceniać jego mocne strony, zauważać go, ale już sam komunikat porównywania do nieobecnego rodzica wobec, którego ma więcej negatywnych uczuć niż pozytywnych, a niewiele szacunku powoduje, że wszystko, co robi, by budować pozytywny obraz dziecka, to tak na prawdę jego poczucie własnej wartości rujnuje się. Traci też na tym relacja z dzieckiem. A przecież Wasze dziecko zawsze będzie miało cząstkę matki i ojca w sobie – nie może być inaczej.

Jak można to zrobić inaczej?

Aby dać dziecku prawo do tego związku z nieobecnym rodzicem (żyjącym, nieżyjącym, biologicznym, z różnymi trudnościami, mającym inną rodzinę itd.) trzeba zaakceptować kilka kwestii.

1. Pierwszy krok, to krok w stronę byłego partnera i wzięcie odpowiedzialność za to, co się stało. Jesteś w stanie wyobrazić sobie, że mówisz do byłego partnera takie zdanie?
„Myślałam/łem, że to przez Ciebie, teraz wiem, że tak samo pracowałam\łem na to, aby ten związek się rozpadł”.
Można powiedzieć, że to najważniejsza kwestia – kiedy będzie szczerze spełniona, a więc głęboko w sercu bierzesz odpowiedzialność za rozpad związku i masz szacunek do byłego partnera/partnerki cała reszta przyjdzie sama.

2. Choć wydaje się to oczywiste, nie zawsze takim jest – a mianowicie przyjęcie takich słów dziecka:
„Mamo pozwól mi proszę kochać ojca”
„Tato pozwól mi proszę być takim jak matka”

Jeśli w Twoim sercu mimo różnych trudnych uczuć pojawi się zgoda na to, to masz pewność, że robisz wiele by Twoje dziecko nie musiało stać na rozstaju dróg, decydować, którego rodzica wybrać, którego ma kochać bardziej. Dzięki temu Twoje dziecko uczy się, że czasem ludzie się rozstają, ale trudności można naprawiać, łagodzić, można się szanować, choć czasem nie można być już razem. Wie też, że mimo rozstania rodziców ma prawo do kochania ich obu i że ta miłość nie krzywdzi żadnego z rodziców. Dziecko jest zwolnione z poczucia winy i lojalności względem jednego z rodziców.
To od Ciebie zależy, czyimi oczami będzie patrzeć na swego ojca/matkę Twoje dziecko.
Czy masz odwagę pozwolić mu patrzeć sowimi?