Pacjent zgłaszający się na konsultację po przejściu etapu tych spotkań konsultacyjnych omawia z terapeutą dalsze warunki kontraktu, które są wstępem do rozpoczęcia terapii. Na tym spotkaniu omawia się także sposoby kończenia terapii. Niektórzy dziwią się , dlaczego rozmawiamy o takich rzeczach, bo przecież dopiero zaczynamy pracę. Inne osoby z kolei mają obawy, czy jak zaczną przychodzić i będę w takim regularnym kontakcie, czy nie sprawi to, że trudno będzie im kończyć spotkania terapeutyczne.

Jeśli mówimy o terapii krótkoterminowej, jej koniec będzie znany na samym początku. Jednak kiedy mamy do czynienia z terapią długoterminową, jej koniec może być trudny do przewidzenia, ponieważ koniec będziemy trochę uwarunkowany tym, że czujemy się lepiej. Ważne, aby wiedzieć, że terapię można zakończyć, kiedy czujemy, że chcemy to zrobić, ważny jest jednak ten sposób kończenia. Im dłuższa praca, tym dłuższy jest ten proces kończenia. Oczywiście to ostatecznie pacjent trochę decyduje, jak zakończy swój proces, jednak jeśli mówimy o takim zdrowym kończeniu, który też służy całej dotychczasowej pracy, to powinien on wyglądać inaczej. Jak sama nazwa mówi proces terapeutyczny, to proces, który trwa i jak każdy proces ma różne fazy. Kończenie terapii należy również do tego procesu, jest jej elementem, bardzo istotnym. W naszym życiu mało mamy możliwości przyglądania się temu, jak wyglądają nasze pożegnania. A strat, końców, pożegnań doświadczamy bardzo często. Nie dzieje się to tylko w sytuacji żałoby, utraty pracy, wyjazdy kogoś najbliższego. Ma to także miejsce wtedy, kiedy żegnamy się z naszymi wyobrażeniami na swój temat, albo na temat innych osób. O pożegnaniu mówimy też wtedy, kiedy urywa nam się kontakt ludźmi, kiedy przestajemy pracować w jakimś miejscu, kiedy zawieramy związek małżeński, albo pojawia się dziecko, albo kończymy studia, wtedy też mamy do czynienia ze stratą. Jest ona wtedy związana z kończeniem, jakiegoś etapu w naszym życiu.  W tych codziennych doświadczeniach nie przywiązujemy większej wagi do tych „pożegnań”. Choć często są też bolesne pożegnania, niektóre z nich w naszym życiu mogą się powtarzać. Różne rzeczy wtedy samym sobie mówimy o nas samych. Kończenie terapii jest więc miejscem, w którym pewnie nawiązaliśmy bezpieczną więź z terapeutą, często czujemy, że jest to jedna z ważniejszych osób w naszym życiu, albo osoba, która wie o nas najwięcej. Powoduje to, że tych bezpiecznych warunkach mamy możliwość poprzyglądania się, jak ja przeżywam stratę. Co się ze mną dzieje, jakie mamy myśli, uczucia i obawy. To niezwykle ważny, wartościowy moment, jeśli tylko pozwolimy sobie go dobrze zakończyć. Jeśli mamy trudności z żegnaniem się, to bardzo często będziemy mieć tendencję albo do uciekania i niekończenia. To są wszystkie takie sytuacje, kiedy następuje koniec, a my np. nie chcemy w nim brać udziału, jesteśmy chorzy, albo dzieje się coś „niezwykle ważnego” i nie możemy doświadczyć tego końca. Często jednocześnie nie odnotowujemy tego, że tak jest. Inne osoby mają taką tendencję, że nie są w stanie pożegnać się, tylko zaczynają dewaluować to, co było dobrego. W terapii trochę się to objawia „niszczeniem relacji”, która została zbudowana, jej dewaluowaniem, złością, unieważnianiem. Wiele osób ma kłopot, by powiedzieć, że „wiesz, to było dla mnie ważne i teraz jest mi bardzo trudno to zakończyć”. Łatwiej jest nam się złościć, niż przeżywać smutek. Ktoś może czuć, że jeszcze jest tyle rzeczy do omówienia na terapii, że nie może jej skończyć. Jednak, kiedy przyjrzymy się bliżej wspólnie możemy spostrzec, że to przyziemne rzeczy, z którymi pacjent sobie radzi. Wnosi je na sesję po to, aby się nie pożegnać. Kiedy ktoś ma ochotę powiedzieć „za tydzień już chcę zakończyć terapię” to być może coś ważnego dzieje się na sesji, w relacji terapeutycznej z terapeutą, że w ten sposób wyraża, jakieś swoje uczucia do niego. Łatwiej jest jednak zakończyć kontakt, niż zmierzyć się z uczuciami i o nich powiedzieć. To tak jednak nie działa. I nikogo nikt na siłę w gabinecie nie będzie trzymać, ale ważne jest aby omówić to, co się dzieje. Dlatego też sposób kończenia terapii jest omawiany na samym początku spotkać. Zdarza mi się, że moi pacjenci mówią „mam ochotę już nie przyjść, ale pamiętam, że mówiła Pani, aby wtedy przyjść i o tym porozmawiać, jestem”. To niezwykle ważny i cenny moment. Już samo to, że ktoś decyduje się przyjść i o tym powiedzieć w ten sposób, daje możliwość poprzyglądania się tym uczuciom. Moje doświadczenie pokazuje mi, że to zwykle przełomowe momenty w terapii. Zwykle pacjent konfrontuje się z czymś, czego do tej pory unikał. Jeśli się uda to omówić to ma szanse inaczej doświadczać siebie i świata.

Dlatego też, aby ten proces kończenia mógł przyjąć owoce przeznacza się na niego kilka sesji. W krótszej pracy około 2 sesji, w dłuższej zwykle około 5 sesji. Terapeuci tak bardzo pilnują tych końców, aby móc świadomie kończyć, żegnać się i rozstawać. By być świadomym, co dzieje się z nami w takich sytuacjach, dać szansę na zaopiekowanie się naszymi uczuciami, fantazjami, które się pojawiają. To wszystko powoduje, że kończenie może mieć bardzo budujące doświadczenie. Innym ważnym powodem koncentracji na kończeniu jest podsumowanie pracy terapeutycznej. Jednym z zadań terapii jest nauczenie się kontaktu ze swoimi uczuciami, refleksji nad wewnętrznym życiem oraz przebiegiem wewnętrznych zmian. Kończenie to nie tylko rozmawianie o tym, co się podczas udało, a co nie. To też przyglądanie się, jak dotychczas nasze rozstania, straty wyglądały, z czym się wiązały. Jedni będą czuli ulgę, że nie musze już „ rozdrapywać” rzeczy z przeszłości, inni będą mieć obawy, jak sobie poradzą, inni będą czuć dumy z tego, jak wiele zmian dokonali.

Kończenie terapii to też bardzo wzruszający moment i mogą mu towarzyszyć bardzo intensywne uczucia. To zupełnie naturalne, proces terapii, zwłaszcza jeśli trwał długo, to ciężka droga, którą przeszło się razem z terapeutą. Ostatnia sesja może być więc wzruszająca, nie tylko dla pacjenta.  Istotne jest również to, że kończąc terapią, nie kończymy relacji. Ona już na zawsze jest głęboko w nas