W gabinecie bardzo często ludzie są zaskoczeni, jakie zmiany wywołuje rozmowa.
Przychodzą radzić sobie z dzieckiem, a okazuje się, że rozmawiamy o trudnościach, jakie dzieją się w małżeństwie.
Przychodzą po wskazówki, jak radzić sobie z własną agresją, a rozmawiamy a uczuciach związanych z agresją rodzica.
Przychodzą, bo brak jest medycznych przyczyn objawów, a przecież cierpią, więc rozmawiamy o tym cierpieniu, jaką metaforą, symbolem czego ten ból mógłby być.
Przychodzą, bo związek się rozpada, a wracamy do poronienia albo wręcz odwrotnie pojawienia się dziecka.

Na czym polega psychoterapia

Często to z czym ludzie przychodzą jest czym innym niż to z czym się zmagają. Można mnożyć przykładów w nieskończoność.
Na początku nieufnie, z niedowierzaniem, jak to ma pomóc decydują się na pomoc, próbują i sprawdzają, bo sami są już bezradni.

Psychoterapeutka diagnozuje nerwicę u pacjentaCzasem pytają: „to Pani nie powie mi co mam zrobić?” Ku zdziwieniu po pewnym czasie – jedni szybciej, inni trochę później – odkrywają, jak bardzo nie potrzeba wskazówek, ani rad, a właśnie tej rozmowy. Bo to nie jest rozmowa, jak każda inna z przyjacielem przy kawie. To rozmowa często o cierpieniu, o żalu, o stracie, o zranionej duszy, o miłości i samotności i wszystkim tym razem. Mnóstwo w niej uważności, obecności, bliskości, zaangażowania, akceptacji. Po pewnym czasie już wiedzą, że przy mojej pomocy szukają swoich odpowiedzi:” no tak Pani mi nie powie co mam zrobić, sam muszę to odnaleźć” i zastanawiają się nad sobą, pogłębiają refleksję, która podsuwa rozwiązania, jak błyski w głowie, które podane przez kogoś na tacy, zostałyby odrzucone…Dzięki temu wewnętrznie rośnie siła i poczucie własnej wartości, sprawczości i niezależności, przekonanie, że sam dam radę. I zdarza się, że mówią „jest trudno o tym mówić, czasem nawet nie chcę, ale wiem, że to mi pomaga, że jak wychodzę po sesji jest lepiej”.

 

Zawsze z olbrzymim zaangażowaniem i empatią przyglądam się temu, jak ludzie sami ze sobą toczą najpierw walkę, by podjąć trud i w głębi mocno wierze, że im się to uda. W większości się udaje. W trakcie czuję się obdarowana, że ktoś zaufał i pozwolił mi towarzyszyć w tej drodze, bo choć trudna do przejścia i nie każdemu pisana to jednak jest chyba jednym z najpiękniejszych darów, jaki można SOBIE ofiarować.

 

Bo to podróż do poznania i zrozumienia samego siebie. A na jej końcu przyglądam się zmianą, czasem niewyobrażalnym, czasem takim, które i mnie zadziwiają i z poruszeniem oglądam, jak ludzie nabierają wiatru w żagle i płyną za horyzont nie zawsze bez strachu i lęku, ale z pewnością i pełnym przekonaniem, że dadzą radę. Na końcu wspólnie patrzymy, jaką drogę przeszliśmy. I to jest piękne, bo każda z tych dróg jest niezwykle ważna, dla obu stron. A potem przychodzi czas pożegnania, czasem bolesny, bo jednak w trakcie tej drogi ludzie się zbliżają, ale pożegnanie uczy tego, że można rozstać się bez odrzucenia, z akceptacją i paletą wszystkich dobrych uczuć o sobie nawzajem, bez konfliktów.

Jak wygląda psychoterapia

Uczy też tego, że wszystko, kiedyś się kończy i przy okazji, radzimy sobie z przemijaniem. To zawsze długa droga, czasem z pięknymi krajobrazami, zapierająca dech w piersiach, a czasem kręta, czasem we mgle, momentami szybka, jak na autostradzie, a czasem wyboista i wolna, jak po pustyni, ale zawsze celu, wiedząc, jaki jest kierunek zmian. Emocje podczas tej podróży zawsze są paletą wszystkich uczuć od fascynacji po złość i rozczarowanie i to jest ok, wtedy to jest prawdziwe, nie jest iluzją.

Nie wszyscy mają odwagę wybrać się w tą podróż, niektórzy wypadają w trakcie – najczęściej, gdy jest za trudno, albo „bo trzeba zacząć od siebie”, natomiast wielu dociera do mety. Ci właśnie dostają w prezencie od samego siebie, jakby nowe życie, a to co zyskali trudno opisać słowami, bo większość rzeczy to jest to, co niewypowiedziane, co jest między słowami.